Plama, och plama…
Problem przebarwień skórnych prędzej czy później dotyka każdą z nas. W trakcie dojrzewania osoby, które dotknięte są zmianami trądzikowymi walczą równie zaciekle z przebarwieniami pozapalnymi powstającymi często w obrębie zmian. Młode kobiety, w ciele których „buzują” estrogeny borykają się z plamami posłonecznymi, pojawiającymi się na skutek działania promieni UV, a skóra kobiet dojrzałych z wiekiem traci zdolność równomiernego rozkładu melaniny, która pojawia się podczas tak pożądanego przez nas brązowienia skóry w trakcie opalania oraz nawet przy całkiem krótkotrwałej ekspozycji słonecznej. Tak jak w przypadku tych pierwszych nawet bez naszej szczególnej ingerencji po zaleczeniu zmian trądzikowych przebarwienia pozapalne z czasem samoistnie ustępują i wystarczy się uzbroić w cierpliwość, tak w przypadku pozostałych sprawa nie jest tak prosta, ponieważ główny winowajca – słońce- towarzyszy nam nierozerwalnie przez całe życie.
Modę na opalanie rozpowszechniła swego czasu słynna Coco Chanel, a dermatolodzy od dwóch dziesięcioleci, na szczęście coraz bardziej skutecznie, obalają kult złoto-brązowej skóry. Walka trwa, nie tylko ze względu na defekty kosmetyczne, o których tu mowa, ale także z uwagi na nasze zdrowie. Jakże nam wszystkim znani amerykańscy naukowcy udowodnili, że brązowe plamy na skórze w obrębie twarzy powodują postrzeganie nas przez otoczenie jako dużo starsze niż jesteśmy, dalece bardziej od owianych złą sławą zmarszczek! Gdzie więc szukać ratunku?
Nie odkryję Ameryki pisząc, że najważniejsza jest profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka. W młodym wieku na przebarwienia najbardziej narażamy się stosując antykoncepcję hormonalną oraz w czasie ciąży, gdy plamy przybierają nazwę tzw. ostudy. Nie namawiam broń Boże do rezygnacji z żadnej z nich, namawiam zdecydowanie do bardziej świadomego obchodzenia się ze słońcem podczas ich trwania. Nie sprzyjają nam również niektóre niesteroidowe leki przeciwzapalne oraz wyciąg z dziurawca, które mogą wchodzić w reakcję ze słońcem. Unikajmy zatem słońca (o solarium nie wspominając) oraz stosujmy kremy z filtrami przez okrągły rok, latem decydując się na te o wyższym faktorze, nie zapominając nigdy o grzbietach dłoni, które na słońce wystawiamy równie często co twarz.
A co gdy problem już się pojawił?
W doborze odpowiedniego leczenia przydatna będzie ocena głębokości przebarwień, którą lekarz lub kosmetolog może wykonać przy pomocy lampy Wooda. W przypadku tych płytkich, zlokalizowanych w naskórku wystarczą wizyty w gabinecie kosmetycznym. Z głębokimi, sięgającymi w głąb skóry właściwiej walczmy z pomocą dermatologa lub lekarza medycyny estetycznej. Nasz oręż to:
Najlepsze efekty osiągniemy przy terapii łączonej. Pomocne będzie również nasze zaangażowanie w przerwach pomiędzy zabiegami. Stosujmy kremy dostępne na rynku oraz bezwzględnie unikajmy słońca.
Jakich składników szukać w kosmetykach?
Pomocne będą:
Wiele z firm farmaceutycznych na bieżąco wprowadza kolejne generacje opatentowanych receptur. W tym przypadku kierujmy się doświadczeniem i starą, indiańską „metodą prób i błędów”. Zachęcający jest fakt, że „ubocznym” efektem walki z przebarwieniami zawsze jest znaczna poprawa ogólnej kondycji i wyglądu skóry, więc czasami możemy dojść do wniosku, że nie ma tego złego… zatem drogie Panie do boju!

Anna Beik, Kosmetolog, Harmony Live Spa
http://www.harmony-live-spa.pl